data umieszczenia na stronie: 2006-09-01

Klub Znaczka Polskiego w Czeskiej i Słowackiej Republice oraz jego biuletyn "Syrena".


(100kB)
il. 1. Tak mogłaby wyglądać szata graficzna "Syreny", szarość codziennej rzeczywistości spowodowała, że wydawana jest w wersji czarno-białej.

W maju 2006r. minęło 25 lat od chwili, kiedy został wydrukowany pierwszy numer biuletynu "Syrena". Było to w maju 1981 r. Krótko przed tym koledzy z Klubu Polskiego znaczka w Czechosłowacji zadecydowali o wydawaniu tego Biuletynu.

Klub Polskiego Znaczka powstał w 1972 r. Już we wrześniu 1973 r. był współorganizatorem I. Międzynarodowej Wystawy Filatelistycznej Czechosłowacja-Polska w Kutnej Horze, a w listopadzie 1974r. wystawy "XXX lat PRL" w Pradze. Z okazji wystawy w 1973 r. wydano specjalną kopertę, a w 1974 r. kopertę z wydrukowanym znaczkiem o nominale 3,60 Kčs (il. 1). Siedzibą Klubu (który wtedy oficjalnie nazywał się "Polska Sekcja przy Związku Filatelistów Czechosłowacji") była Praga, a pierwszym prezesem Klubu został kolega Josef Heinz, znany wystawca polskich znaczków w Czechosłowacji i w Polsce. Klub drukował informator pod nazwą "Zpravodaj Polské sekce při SČSF" (Informator Polskiej Sekcji przy Związku Filatelistów Czechosłowacji). Pierwszy numer tego informatora wydrukowano początkiem 1976 r. W numerze tym jest spis owych 35-ciu filatelistów czechosłowackich, którzy się interesowali zbieraniem polskich znaczków na terenach Czechosłowacji. W 1976 r. wydrukowano 3 numery tego informatora.

Krótko po wydawaniu tego informatora umiera prezes Klubu kolega Josef Heinz. Nowym prezesem Klubu wybrano kol. Františka Schreibra. Siedziba Klubu przenosi się w tym czasie z Pragi do Kutnej Hory. Klub drukuje w 1977 r. następne 4 numery informatora. Pod koniec lat 70-tych kol. Schreiber ciężko zachorował i Klub w Kutnej Horze przestawał działać.

Od 1976r. na Północnych Morawach w Ostrawie organizowano kilka wystaw Ostrawa-Katowice i Katowice-Ostrawa. Oprócz Ostrawy i Katowic wystawy odbywały się i w innych miastach przygranicznych Regionu Śląskiego. Była to na przykład wystawa w Havířově w 1978r., czy w 1981 r. w Łaziskach Górnych.

Po wystawie w Havířově w 1978 r., którą już w pełni organizował Klub Polskiego Znaczka w Ostrawie, decyzją ZG-SČSF (Związek Fil.Czechosłowacji), przeniesiono siedzibę Klubu z Kutnej Hory do Ostrawy. Trzecim prezesem Klubu z rozszerzeniem działalności na całą Czechosłowację wybrano ing. Jiřího Krále. Na wystawie Czechosłowacja-Polska w Žilinie na Słowacji na Ogólnokrajowym spotkaniu kolekcjonerów Polskiego znaczka zrzeszonych w Klubie Polskiego Znaczka zapadła decyzja o wydawaniu tak potrzebnego dla członków Klubu nowego biuletynu informacyjnego, który - zgodnie z propozycją dr. Hallona z Malacek - nazwano "SYRENA". Nazwę "SYRENA" wybrano dlatego, że jest dla nas symbolem Warszawy stolicy Polski.

Wydawanie Syreny rozpoczęto w czasie niekorzystnych politycznych stosunków Czechosłowacko-Polskich związanych z powstaniem "Solidarności". Z dnia na dzień kontakty z Polską stały się zerowe. Próby podtrzymania jakiekolwiek kontaktów były bardzo trudne, a dla władzy komunistycznej w Czechosłowacji bardzo podejrzane. Pomimo tego, udało się jeszcze w tym czasie zorganizować wystawę Katowice-Ostrawa w Łaziskach Górnych. Krótko po rozpoczęciu wydawania "Syreny" wprowadzono w Polsce stan wojenny, a to, że biuletyn mimo to wydawano, można zawdzięczać uporowi i pomysłowości członków Klubu.

"Syrenę" wydawano tylko dlatego, że był to biuletyn wyłącznie o polskim znaczku, jednak każdy jej numer przed oddaniem do druku musiał być przedkładany do Wojewódzkiego Komitetu Komunistycznej Partii w Ostrawie do "ocenzurowania", żeby się do niej "nie daj Boże" nie dostało coś "nie takiego"!!! Piąty numer "Syreny" omal nie został by wydany tylko dlatego, że pomieszczono w nim artykuł o fałszerstwie pierwszego bloku Polski z 1928 r., blok na którym znajduje się wizerunek marszałka Piłsudskiego i tego nie mogli zdzierżyć. Dopiero nasze sugestie i tłumaczenia, że przecież w tym samym numerze zostanie opublikowany artykuł o 35-leciu PRL na znaczkach, uspokoiły towarzyszy na posiedzeniu komitetu partii, którzy po długim wahaniu wydali zgodę na jego druk. Nie wiedzieli jednak, że artykuł o 35-leciu PRL był celową filatelistyczną przykrywką, pewnym naszym sposobem na to, by biuletyn mógł się dalej ukazywać. Byliśmy zmuszani pisać o polskim znaczku wyłącznie "nieszkodliwe informacje" i od czasu do czasu informacje "zaangażowane". Dlatego, od początku były to przeważnie informacje o usterkach polskich znaczków lub o innych, "nieszkodliwych" politycznie ciekawostkach o polskiej produkcji znaczków i polskich nowych znaczkach.

Poważne problemy, tym razem z polskiej strony, pojawiły się po wydaniu "Syrenki" nr 7, w którym zareagowałem na pomieszczony w "Filatelistyce" artykuł o czterech kasownikach z "nie polskimi nazwami miejscowości" z Zaolzia w 1938r. Otrzymałem wówczas nieprzyjemny dla mnie list od kolegi Fabiana Burego (kilka lat pracował w służbach dyplomatycznych Polski w Pradze i był obecny przy powstaniu Klubu w 1972 r. w Pradze). Pisał mi w nim m. in.: "Dlaczego dotykacie nietykalnego?" Odpisałem mu, że mój artykuł jest merytoryczną, a nie polityczną reakcją na artykuł opublikowany przez St. J. Żółkiewskiego. Pewnego smaczku dodaje fakt, że ten polemiczny artykuł uzyskał zrozumienie u jego autora, a mnie - w jego oczach - nadał opinię rzetelnego znawcy filatelistycznej tematyki Zaolzia. Od tego czasu wędrowało pomiędzy Karwiną i Warszawą mnóstwo listów, które uczyniły z nas wielkich przyjaciół. Na zjeĽdzie PZF w Łodzi spotkaliśmy się osobiście (również z Panem Burą) i wszystko zostało wyjaśnione, a Pan Żółkiewski aż do swojej śmierci pisał do mnie "mój kochany synu", co było i jest dla mnie dużym zaszczytem.

Innym razem, gdy pisaliśmy o perforacji polskich bloków nr 2, 3, 4, grożono mi palcem na posiedzeniu komitetu partii (jak małemu dziecku), ponieważ oprócz Piłsudskiego jest na tych blokach zarówno Mościcki, jak i Śmigły-Rydz. Zagrożono mi: "Jak opublikujecie coś nie takiego, to Syrena nie będzie wydawana"!!

Od 14. numeru "Syreny" przestało nas obowiązywać przedkładanie jej komitetowi partii do akceptacji. Chyba ich to za bardzo "zmęczyło", więc nałożyli obowiązek autocenzury na mnie i prezesa Wojewódzkiego Komitetu Związku Filatelistów w Ostrawie.

Po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego w dalszym ciągu były organizowane Czechosłowacko-Polskie wystawy filatelistyczne, jak np. w 1981 r. w Wałbrzychu, czy Boguminie w 1985 r. W 1987 r. miała się odbyć kolejna wystawa w polskim Cieszynie, ale na żądanie naszego Zarządu Głównego wystawa została przełożona na następny rok. Podobno z powodu "wielkiej ilości imprez" organizowanych przez nasz ZG. W końcu udało nam się zorganizować w maju 1988 r. tą wystawę w polskim Cieszynie. Na tej wystawie mieliśmy zamiar zorganizować spotkanie polskich i czechosłowackich filatelistów na wspólnym seminarium o polskim i czechosłowackim znaczku. Powstał nowy problem, który nie tkwił w kosztach "dalekiej podróży przez most z Czeskiego Cieszyna do Domu Narodowego na rynku polskiego Cieszyna. Do ostatniej chwili wyglądało na to, że ze strony czechosłowackiej przybędzie na wystawę tylko 2-osobowa oficjalna delegacja w składzie dr. Schwarz i ja. W owym czasie (co wielu już nie pamięta) przejście granicy do Polski był problemem nie tylko dla nas "przygranicznych", ale tym bardziej dla kolegów z głębi kraju. Kiedy sytuacja stała się beznadziejna, zwróciłem się do mego kolegi, posła Karola Michalskiego, reprezentującego polską mniejszość w parlamencie Czechosłowackim i będącego równocześnie sekretarzem komunistycznej partii kopalni im. Armii Czechosłowackiej w Karwinie, gdzie i ja wówczas pracowałem, o pomoc. Ponieważ dobrze mnie znał, to obiecał mi takiej pomocy udzielić. Kilka dni przed wystawą w Cieszynie byłem wezwany do powiatowego sekretarza partii w Karwinie. Po długiej - jak polarna noc - rozmowie, w trakcie której pouczał mnie o "bardzo poważnej sytuacji w Polsce" dał mi zgodę na wyjazd jednodniowy dla 7 (siedmiu!!!) kolegów z Klubu. Musiałem sporządzić spis z danymi wyjeżdżających, na którym partia swą pieczątką wspaniałomyślnie dała zgodę na wyjazd. Na podstawie tego zezwolenia (pozostawiając go WOP-istom na czas naszego pobytu w Polsce) przeszli koledzy grupowo granicę w Cieszynie. Po zakończonej imprezie i powrocie, ja, który nigdy w partii nie byłem, musiałem osobiście oddać spis w komitecie partii. Sekretarz partii przyjął nasz powrót "z nieukrywaną ulgą i radością, jak u małego dziecka", a szczególnie dlatego, że "nie doszło do żadnej prowokacji". I tak, na wystawie w Cieszynie, w tych trudnych czasach odbyło się "Sympozjum o polskim i Czechosłowackim znaczku".

... Jedyną dobrą stroną drukowania Syrenki w komitecie partii w Ostrawie było to, że za drukowanie nie było trzeba płacić. Kiedy się i u nas księżyc obrócił właściwą stroną do matki Ziemi, było trzeba szukać tego, kto nam będzie dalej drukował "Syrenę". Następnie drukowali nam Syrenkę w Pradze w ZG-SČSF. Z początku płaciliśmy za druk jednego numeru tylko 1 koronę. Wtedy drukowaliśmy ok.260 sztuk każdego numeru. Klub miał wówczas ponad 400 członków, lecz nie wszystkich interesowała Syrena. ZG (jego Teritorialna Komisja) z numeru na numer podwyższała nam opłaty za druk, stopniowo na 2,3,4,5, w końcu na 10 Kč. Wtedy to było u nas ponad 5 piw. Na to nie mieliśmy środków finansowych, bo nigdy nie braliśmy od członków żadnych składek. W końcu Teritorialna Komisja SČSF zażądała od nas dodatkowych składek za każdego członka Klubu Polskiego Znaczka, nie patrząc na to, że wszyscy już płaciliśmy jedne składki jako członkowie SČSF. Wtedy zbuntowaliśmy się i odmówiliśmy. Naszą decyzję o zbuntowaniu i nie posłuszeństwu wobec Pragi potwierdzili na piśmie wszyscy członkowie Klubu. Decyzją Komisji Teritorialnej z dnia 19.12.1992 r. było zwieszenie naszego klubu w członkostwie w Związku. Decyzja ta została opublikowana w Syrenie. Wyglądało na to, że nr 37 będzie ostatnim numerem Syreny. Dla tego jest ten numer i oznaczony krzyżykiem. O wszystkim pisaliśmy w Syrenie. Gdyby to było przed "zamszową rewolucją" to by z nami zrobili krótko porządek, ale tak? W nr 38 opublikowaliśmy karykaturę filatelisty z "obdartymi spodniami i plakatem z napisem: "Do następnego 10-lecia jestem optimistą", a to dlatego, że nr 38 Syreny był pierwszym wydrukowanym przez polskiech kolegów z ZO PZF Bielsko-Biała. Decyzję podjął wtedy prezes ZO w Bielsku Adolf Halama, bo jak na spotkaniu ZG PZF powiedział: "Syrena musi żyć"!!! Kropką ponad "i" była w Syrenie nr 42 karykatura prezesa Terytorialnej Komisji SČSF (jego decyzją było nam wstrzymane członkostwo w Związku). W Syrenie 42 na str.1 był on namalowany jak myśli o tym, że: "Słuchać nie chcą, płacić nie chcą, że bym tak miał czołgi, to bym je na nich wysłał".

Jak już wspomniałem, od nr 38 Syrenki drukowaliśmy w Polsce. Pomogły nam ZO Bielsko-Biała, Katowice, Opole, Kraków. Najwięcej numerów zostało wydrukowane dzięki koledze Bernardowi Miczka z Łazisk Górnych i koledze Janowi Malik z Krakowa. Ostatnio nam drukowali Syreny i koledzy ZO w Opolu - Józef Lehmann i Tadeusz Wincewicz z Namysłowa.

Nasi członkowie do teraz płacili za jeden nr Syrenki symbolicznie 5 Kč. Są to nasze niezbędne koszty wydania Syrenki. Do tego każdy płaci sobie porto. Nie wiadomo, jak to będzie dalej, bo i koledzy w Polsce mają problemy finansowe. Syrenka tak będzie 4-5 razy droższa (bez porta). Do nr 153 odbierało Syrenki 110 członków, w tym 36 sztuk Syrenki odbierali od nas koledzy w Polsce. Oni nie płacili nawet porto. W tej sparwie jeden z kolegów z Polski zwrócił się kilkakrotnie do Konsulatu R.P. w Ostravie, lecz korespondencja pozostała bez odpowiedzi. Szkoda, że tak się dzieje, gdyż Ľle to świadczy o dbałości o polską kulturę w innych państwach.

Klub się starzeje, przeciętny wiek to ponad 60 lat, a na pomoc Związku Filatelistów Czeskich nie ma co liczyć, oni sami mają duże problemy (tak jak PZF) z przetrwaniem. Chętnie sami by wzięli jakieś finanse od nas, a sponsorów w filatelistyce na razie nie ma! Zobaczymy, co dalej będzie. Na razie Syrenka będzie wydawana dla tych pozostałych "wiernych", bo oni sami nam piszą: "... niech Syrenka jest wydawana i za cenę większych kosztów, jest to dla nas jedyne Ľródło informacji o polskich znaczkach."!

Przez te wszystkie lata pisaliśmy w Syrenie o wszystkim możliwym, co dotyczy polskiego znaczka. Publikujemy wszystko to, co jest ciekawe o polskim znaczku.154 numery Syrenki, tj. przy przeciętnych 32 stronach ponad 4.800 stron informacji. Kto Syrenkę zna, potrafi jej informacje ocenić. Po rozdzieleniu republiki w 1993 r. na Czeską i Słowacką nasz Klub się nie podzielił. Zostajemy nadal w Klubie razem z kolegami ze Słowacji, chociaż im podział proponowaliśmy - i dobrze się stało.

W pracach naszego klubu bierze udział kilku kolegów - filatelistów z Polski. Kilku ich jest członkami zespołu redakcyjnego Syrenki. W przeszłości Klub kilkakrotnie organizował spotkania czechosłowackich i polskich filatelistów. Spotkania były zawsze 2-dniowe i było na nich zawsze kilka wykładów o polskim, czeskim lub słowackim znaczku. Na początku robiliśmy to w ramach wspólnych wystaw, póĽniej te spotkania robiliśmy oddzielnie od wystaw. Spotkania były po czeskiej lub po polskiej stronie granicy, przeważnie w Beskidach w jakimś ośrodku turystycznym. Na spotkania każdy przyjeżdżał na własny koszt. Na spotkania przyjeżdżali koledzy z różnych stron Polski, Czech i Słowacji, niekiedy ponad 400 km w jedną stronę. Koszty tych spotkań były dla każdego nie małe, ale przyświecał temu zbożny cel. Takich spotkań większych lub mniejszych odbyło się bardzo dużo przez te wszystkie lata istnienia Syrenki. Spotykali się filateliści, eksperci, wystawcy, przyjaciele. Zawsze było o czym gadać, lecz niestety wielu kolegów odeszło na zawsze do Filatelistycznego Nieba, przybywa nam lat, chorób i spotykać się jest coraz trudniej. Więc pozostają prywatne kontakty i ta Syrenka, która nas łączy!

Syrenki odbierają i koledzy w innych krajach. Syrenka jest wysyłana do Niemiec, na Ukrainę, Białoruś, do Rumunii, Anglii i nawet do Australii, gdzie mamy dobre kontakty z Klubem Polskiego Znaczka w Australii i zamieniamy sobie wydawane nasze biuletyny.

Te wszystkie dotąd wydane Syrenki stanowią niebagatelną pozycję w bibliotece filatelistycznej. Jest to masa informacji o polskim znaczku i wszystkim, co się około tego kręci.

Syrenka została odznaczona przez PZF i jego instytucje dwukrotnie Medalem za publikacje i Złotą odznaką za zasługi o rozwój polskiej filatelistyki. Opublikowaliśmy całą masę artykułów o polskim znaczku w różnych katalogach wystaw filatelistycznych. Były artykuły w polskiej i czechosłowackiej prasie filatelistycznej i nie tylko, jak np. w gazecie polskiej mniejszości w Czeskiej Republice "Głos Ludu", który dziennie czyta kilka tysięcy Polaków.

Wydaliśmy lub współpracowaliśmy przy wydaniu kilku publikacji o tematyce polskiego znaczka, historii poczty, jak np. publikacja o Krakowskich przedrukach, czy o Rosyjskiej poczcie na terenach Polski. Współpracowaliśmy przy wydaniu 5 tomu Monografii Czechosłowackich Znaczków (okres przedruków SO 1920). Współpracowaliśmy przy wydaniu o pośrednictwach pocztowych Śląska Cieszyńskiego. Uzupełnialiśmy informacje o znaczkach Zaolzia w 1938 r., o powiatowych kasownikach austriackich na terenach Polskich, itd.

W końcu trzeba wymienić kilka nazwisk polskich kolegów, filatelistów, którzy się szczególnie dla Syrenki zasłużyli. Są to: Jan Malik z Krakowa, Jan Ryblewski z Krakowa, Bernard Miczka i Franciszek Załoga z Łazisk Górnych, Emil Karzełek z Jastrzębia Zdroju, St. J. Żółkiewski i Fabian Bura z Warszawy, Jan Heffner, Józef Lehman i Andrzej Słodinski z Opola, Tadeusz Wincewicz z Namysłowa, Adolf Halama, Janusz Manterys i Józef Pszczółka z Bielska-Białej, kolega Karol Micza z Pszczyny, Kazimierz Paśko oraz Józef Szydło i cały ZO Katowice, Kazimierz Wenglorz i Edward Wilczek z Cieszyna, Alojzy Waler z Rybnika, Farbotko z Łodzi i Stanisław Fołta z Gliwic, a także inni fileteliści z ZO PZF Kraków, Bielsko-Biała, Opole, Rybnik, Łaziska Górne, Wałbrzych, ZG PZF Warszawa. Przepraszam tych wszystkich, których pominąłem, lecz było ich tak wielu, że i zapamiętać nie zawsze sposób.

Ja sam za te lata otrzymałem z Polski dużo odznaczeń, dyplomów, medali. Otrzymałem dwukrotnie Medal za publikację o polskich znaczkach. Mam nominację na Filatelistycznego Oskara za publikacje, jestem członkiem zagranicznym Polskiej Akademii Filatelistyki. Jestem wdzięczny za współpracę i pamięć całej rzeszy moich kolegów i przyjaciół, których mam wpośród filatelistów w Polsce. Jestem wdzięczny za długoletnie i trwałe kontakty z kolegami z naszego Klubu z Czech, Moraw, Śląska Czeskiego i Słowacji. Jestem dumny z kolegów, współpracowników w zespole redakcyjnym w Syrence.

Ile Syrenek jeszcze będzie wydrukowane, tj. w rękach Bożych, to jeszcze zobaczymy. Będzie ich tyle, na ile nam pozwoli nasze zdrowie i życie.

W końcu pozwólcie mi krótko wspomnieć o tych kolegach u nas i w Polsce, którzy z nami w przeszłości współpracowali i już nie żyją. Bez nich by Syrenka nie była by Syrenką i oni do końca życia pozostaną w moich myślach i wspomnieniach.

Najpierw chciałem krótko napisać tylko kilka słów na temat 25-lecia Syrenki i niemal 35-lecia Klubu Polskiego znaczka w Czeskiej i Słowackiej Republice, a wyszło tak, jak wyszło. Napisałem o tym tak, jak to czułem i przeżywałem. Jestem szczęśliwy i dumny z tego, że mi to było pozwolono przeżyć.


Prezes Klubu Polskiego znaczka w Czeskiej i Słowackiej Republice
Redaktor naczelny biuletynu SYRENA.
Ing.Jiří Jan KRÁL, Karviná-Fryštát 3.4.2006r.

... Powrót <<<